Press "Enter" to skip to content

Mieszkańcy dla Sopotu

To nie jest plaża, którą znaliśmy (kilka uwag na temat piasku)

Sezon letni Anno Domini 2021 wielkimi krokami dobiega końca. Zapewne już niedługo pojawią się jego podsumowania, dzięki którym dowiemy się, czy będzie można uznać go za udany. Jednakże, opierające się na statystykach i liczbach wnioski nie odpowiedzą na pytanie o to, czy sami turyści, którzy odwiedzili Sopot tego lata, wrócili z urlopów w pełni usatysfakcjonowani. Z opartych na nich konkluzjach nie dowiemy się także jakie wrażenia po lecie mają sami mieszkańcy. Dlatego moje podsumowanie będzie inne. W tym felietonie chciałbym przyjrzeć się sprawie, która dotyczy sopockiej creme de la creme, czyli naszej wspaniałej plaży.

Koniec kameralnych „Wyścigów”

Już niedługo górna część Karlikowa, często potocznie zwana „Wyścigami”, zupełnie odmieni swoje oblicze. Zaktualizowany tylko dla niewielkiego fragmentu miasta plan zagospodarowania przestrzennego, dopuszcza budowę czterokondygnacyjnych bloków tzw. apartamentowców przy ul. Jana z Kolna. Budynki staną na działce przy dawnej szkole „Dwójce”, gdzie kiedyś było boisko i plac zabaw. Obecnie jest to teren zielony, o który przez wiele lat nikt nie dbał.

Ostatnia taka dolina

Dolina Świemirowska pozostaje ostatnią niezabudowaną doliną w Sopocie. Obecnie zdecydowaną większość jej obszaru zajmują ogrody działkowe. Sopocianie realizują w nich swoje ogrodnicze pasje a także odnajdują ciszę, spokój i wytchnienie od codziennych problemów. Otoczona lasami Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego dolina, prezentuje bardzo wartościowe walory przyrodnicze. Jej dnem płynie nieskanalizowany odcinek Potoku Karlikowskiego, z obu stron otaczają ją morenowe wzgórza, tuż obok znajduje się jedyny sopocki rezerwat przyrody. W ostatnich miesiącach zaczęła się tam jednak budowa kolejnego osiedla dewelopera Invest Komfort a lada chwila wystartuje budowa drugiego, realizowanego przez firmę AB Inwestor Andrzej Boczek.

Wakacyjna samochodoza uzdrowiskowa

Niedziela 11 lipca 2021 roku była dniem, w którym sopocki pejzaż całkowicie zdominował jeden element – samochody. Ulice Grunwaldzka i Powstańców Warszawy, ale również mniejsze, boczne uliczki dolnego tarasu, przez kilka godzin intensywnie się korkowały. Kierowcy bezskutecznie poszukiwali miejsc do zaparkowania w ścisłym centrum, tych jednak ewidentnie w dniu wczorajszym brakowało. Wiele aut stanęło w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Kurort wypełniły hałas i spaliny, było ciasno, nerwowo i chaotycznie. W związku z tym warto zadać pytanie: czy tak będzie przez całe lato? Czy hałas, korki i miasto zawalone samochodami są już stanem, który musimy zaakceptować, nauczyć się z nim żyć?

Kolejny cichy pogrom

Trzmiel ziemny zapyla kwiat bzu. Park Karlikowski; czerwiec 2012 r.
Trzmiel ziemny zapyla kwiat bzu. Park Karlikowski; czerwiec 2012 r.

Wiele z miejsc w Sopocie, w których można było je spotkać jeszcze kilka, czy kilkanaście lat temu, diametralnie zmieniło swój wygląd i charakter. Wraz ze zmianami idącymi w duchu haseł „nowocześnie” i „ładnie”, zniknęli ich najmniejsi dotychczasowi mieszkańcy. Trzmiele, bo o nich mowa, to kolejne zwierzęta, którym grozi wymarcie. To ekologiczna katastrofa. Po tej zagładzie może nastąpić zaniknięcie wielu rodzimych gatunków roślin, które zapylają tylko pszczołowate z rodzaju Bombus.

Najpiękniejszy Widok

Jedyny sopocki rezerwat przyrody to miejsce doniosłe i wyjątkowe. Ogromne pnie powalonych w naturalny sposób drzew zalegają tu aż do momentu ponownego, całkowitego wejścia w obieg materii. Nikt ich nie zbiera, nie usuwa, nie „porządkuje”. Znajdująca się tuż obok „Zajęczego Wzgórza” Glinna Góra, ze swoją stromizną i potężną, jak na teren nizinny wyniosłością, stanowi z kolei wspaniały punkt widokowy na Zatokę Gdańską i skąpany w zieleni Sopot. Dla mnie oba te miejsca łączą się w jedno. W miejsce, w które pielgrzymowałem wielokrotnie po spokój i wyciszenie. W miejsce piękne i hipnotyczne, o każdej porze dnia i nocy, o każdej porze roku. W miejsce wręcz święte.

Ale jakie Monte Carlo…?

Słyszałem to porównanie niejednokrotnie. Świeży i rozegzaltowany urzędniczy narybek szafował nim nader ochoczo. „Już nikt nie kupi jednej herbaty na pięć osób, tylko zapłacą duży rachunek, w drogiej restauracji” – perorowała jedna z dziewczyn. Aby po chwili dokończyć swój wywód: „Sopot to faktycznie będzie takie polskie Monte Carlo”. Gryzłem się tylko w język. „Tak, jasne, Monte Carlo” – pomyślałem. Minęło wiele lat, a ja wciąż to pamiętam. Dlaczego? Czy coś z tego, o czym mówiła kiedyś młoda urzędniczka ziszcza się, czy coś jest na rzeczy? Po kolei.