Press "Enter" to skip to content

O Panu Franciszku, który naprawiał zegary

Myśl była następująca. Każdy, kto uważnie przygląda się Sopotowi widzi, jak się zmienia. Jednym z najbardziej jaskrawych przejawów owych zmian jest zjawisko wycofywania się, czy raczej znikania małych sklepów i punktów usługowych. Temat przewinął się kilkukrotnie w mediach społecznościowych. Tknęło mnie mocniej, gdy na znajdującym się przy ul. 1 Maja lokalu, zobaczyłem kartkę z napisem: „Na wynajem”. Lubiłem ten warzywniaczek. W czasach, gdy pracowałem opodal, bardzo często robiłem w nim drobne zakupy do pracy: jabłko, drożdżówka, batonik, jakiś napój albo sok, cokolwiek, co pozwalało choć trochę umilić sobie te 8 godzin.

I przypomniałem sobie o zakładzie zegarmistrzowskim, w którym starszy pan naprawił i wyregulował mi odziedziczony po moim ukochanym Tacie zegarek. O nieco sennej i niezwykle kojącej atmosferze, która panowała w tej wypełnionej tykaniem dziesiątków zegarów kanciapce. Przypomniałem sobie spokój, który bił od skupionego na swojej pracy zegarmistrza i postanowiłem sprawdzić, co tam u pana słychać i może trochę z nim porozmawiać.

Pan Franciszek zgodził się na rozmowę, co bardzo mnie ucieszyło. Wizytowałem w zakładzie dwukrotnie, prowadząc naprawdę przyjacielskie konwersacje. Jednak w czasie między naszą drugą rozmową a publikacją tekstu rosyjskie pociski uderzyły w ukraińskie miasta, co przyznaję, dość mocno pokrzyżowało mi plany.

Gdy już przygotowałem tekst do publikacji, doszła mnie bardzo smutna wiadomość. W wieku 86 lat, pan Franciszek prowadzący swój zakład zegarmistrzowski przy ul. Bohaterów Monte Cassino 10 w Sopocie zmarł. Ten tekst jest wyrazem szacunku i czci dla Niego i jego pracy.

***

Znajdujemy się w najstarszym zakładzie zegarmistrzowskim w Sopocie. Czy mógłby Pan się przedstawić?

Franciszek Górczak.

Zegarmistrz.

Nie. Właściwie, nie. Naprawiam zegary.

Czy potrafi Pan naprawić każdy zegar?

Na to pytanie nikt uczciwie twierdząco panu nie odpowie. Niektórych zegarów nawet nie próbuję, nie podejmuję się zadania.

A czy naprawia Pan tylko zegarki ręczne i domowe, czy zdarzają się też jakieś duże wyzwania np. zegar na wieży?

Bywałem na wieży tego naszego kościoła [Św. Jerzego dop. red.]. Kiedyś opiekowałem się zegarem, który tam jest. Ale on ludziom przeszkadzał.

Jak to?

On głośno bije i ludzie skarżyli się, że w nocy nie mogli przez niego spać . Został więc wyłączony.

Dziś przychodząc tu musiałem zaczekać w kolejce. Otwarcie zakładu i już dwóch klientów, wygląda na to, że jest ruch?

Bardzo słaby. Utrzymać rodziny z tego, co się tu zarobi nie dałoby rady.

To ilu klientów dziennie Pana odwiedza?

Od zera do dziesięciu.

Skoro nie rachunek ekonomiczny to rozumiem, że pracuje Pan z pasji?

Też nie.

Wolny czas?

Jestem po prostu na emeryturze i przy okazji robię coś pożytecznego.

Lubi Pan swoją pracę?

Odpowiem panu, ale nie wprost: w jakiejś książeczce dla nastolatków przeczytałem kiedyś bardzo mądre zdanie – „jak coś musisz, to pokochasz”.

Chyba nie do końca się z tym zgadzam, ale w porządku. W takim razie, proszę powiedzieć, jak to się stało, że pracuje Pan w tym miejscu?

To jest zakład, który prowadził mój tato. Przejęliśmy go i prowadzimy.

Czyli można powiedzieć, że to tradycja rodzinna? Od kiedy istnieje zakład?

Tak, to w pewnym sensie rodzinna tradycja. Zakład otworzył tato w 1945. Po wojnie przyjechaliśmy do Sopotu z Wołynia. Miałem wtedy 9 lat.

To naprawdę bardzo długo, no a Pan, jak długo Pan naprawia zegary?

Ja prowadzę ten zakład od niedawna, od czasu kiedy przeszedłem na emeryturę. To jest dość skomplikowana sprawa, bo tato przestał pracować, kiedy po prostu już nie mógł. Ja chciałem przychodzić tu tylko po południu. Miałem etat do 15:00 i myślałem, że dopiero wracając z pracy będę tutaj siadać. Ale dyrektor [uśmiech] na to się nie zgodził, bo zakład miał być otwarty cały czas. W związku z tym żona siedziała od rana i to ona go prowadziła. A ja, gdy kończyłem pracę to przychodziłem tu, siadałem i robiłem. I tak było do kiedy nie poszedłem na emeryturę. Wtedy siadłem już tutaj na dobre. Siedzę i naprawiam zegary.

Który to był rok?

Nie pamiętam dokładnie, ale jeszcze w zeszłym tysiącleciu.

Czy są chętni kontynuować rodzinną tradycję?

Szczerze mówiąc, wątpię.

Czym Pan się zajmował wcześniej, gdzie Pan pracował?

Generalnie to zajmowałem się przepływem powietrza. Konstruowałem wentylatory, jakieś systemy wentylacyjne, nie pamiętam już dobrze, co tam wydziwiałem [uśmiech]. Przez jakiś czas byłem pracownikiem stoczni. Ale przede wszystkim był to etat w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy. Tam zajmowałem się bezpieczeństwem pracy i wentylacją.

Czyli kierunku albo szkoły zegarmistrzowskiej Pan nie ukończył.

Nie. To był zakład mojego taty. Ja ukończyłem Wydział Mechaniki Politechniki Gdańskiej.

A czy wcześniej, gdy tata prowadził zakład, to myślał Pan o tym, że będzie to robił samo?

Nie, raczej nie. To wszystko wyszło trochę z przymusu. Tato nie mógł pracować, a robota była do zrobienia i klienci czekali.

Mówił Pan, że zakład istnieje od 1945 r. Zastanawia mnie, czy to aby nie najdłużej istniejący punkt usługowy w Sopocie. Jako sopocianin widział Pan jak na przestrzeni lat zmieniało się nasze miasto. Przyznaję, że jednym z powodów, dla których odwiedziłem pański zakład jest zjawisko znikania małych sklepów i punktów usługowych. Jak Pan widzi ten proces i jak ocenia zmiany, które zachodzą w Sopocie?

Trudno powiedzieć. Dzieje się tak i chyba nie pozostaje nic innego, jak pogodzić się z tym. Decyduje nie tylko rachunek ekonomiczny, ponieważ bardzo ważna jest kwestia wyborów, których dokonują ludzie. Co do zmian, to uważam, że nie wszystkie idą z duchem Sopotu. Sopot ma swoją atmosferę i pewne charakterystyczne, powiedziałbym kształty. Sporo z tych nowych budynków nie idzie z tym duchem a nawet kłóci się z nim.

Proszę mi jeszcze powiedzieć, jak Pan widzi przyszłość swojego fachu. Co będzie z zegarmistrzami?

Proszę pana, fach na pewno nie zaniknie. Są zegary bardzo cenne, które trzeba będzie naprawiać, gdy się zepsują i ktoś będzie musiał to robić. Za naprawę właściciel takiego skarbu jest w stanie zapłacić każdą cenę. Natomiast,uważam że zegarmistrzów będzie niewielu i pewnie trzeba będzie ich bardziej poszukać.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

11 lutego 2022 r.