Press "Enter" to skip to content

Wybory minęły, niesmak pozostał

Stało się. Po czterech latach nieustannych sporów i wzajemnych ataków zwolenników dwóch głównych ugrupowań politycznych, wybory do Sejmu RP ponownie wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Strach pomyśleć co będzie się teraz działo gdy obumierająca Platforma Obywatelska będzie ostatkiem sił, jak ranny zwierz, kąsać na prawo i lewo swoich przeciwników. Podczas gdy cała Polska może już właściwie świętować wolność od aroganckich polityków tej partii, my w jej mateczniku, gdzie 50 procent biorących w głosowaniu mieszkańców poparło PO, będziemy poddani szczególnej presji miotającego się resztką sił ugrupowania.

Obawiam się, że Sopot i Gdańsk będą jak oblężone twierdze Platformy Obywatelskiej bronić się do ostatniej kropli krwi, a zwolennicy tej partii nadal histerycznie znieważać i opluwać w mediach społecznościowych osoby, które ośmielą się nie podzielać ich uwielbienia dla posłanki Jachiry, pomysłów Karnowskiego o likwidacji kadencyjności prezydentów miast, czy sposobu wypowiadania się Neumanna z Tczewa, który jak się okazało Tczewem „rzygał”.

Zabawne, że ludzie, którzy w imię demokracji gotowi są wyzywać przeciwników politycznych od „gnid”, życzyć im rychłej śmierci lub przynajmniej ciężkiej choroby nie mogą zrozumieć i zaakceptować faktu, że to właśnie demokracja spowodowała, że w skali kraju wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Dalszy brak refleksji nad sobą i samozadowolenie PO bez zastanowienia nad faktycznymi przyczynami porażki będzie skutkowało tylko dalszą destrukcją i rozpadem już i tak beznadziejnie słabych relacji między mieszkańcami miast takich jak Sopot czy Gdańsk.

Tak, przyznaję się, cieszę się z porażki Platformy Obywatelskiej ponieważ miałam kłopot z akceptowaniem ich działań. Różnych „Czajek”, czyścicieli kamienic w Warszawie, wycinania drzew w takich miastach jak Sopot, gdzie decyzje o wycince należały wyłącznie do lokalnych władz, niszczenia zabytków, betonowania miast, podporządkowywania się dyktatowi deweloperów, czy zarządzania miastami jakby były korporacjami, a nie miejscami gdzie powinno się dobrze żyć zwykłym ludziom.

Miałam dosyć nazywania „małymi g..nami” oddolnych organizacji, które próbują zrobić coś dla lokalnej społeczności. A także lekceważenia oddolnej aktywności w Sopocie ponieważ na zasadzie „wszystkie ręce na pokład” głosowanie w wyborach samorządowych miało być według liderów PO walka z PiSem, a nie działaniem na rzecz lepszego zarządzania lokalnym budżetem czy na stworzenia fajnej szkoły. Miałam dość instrumentalnego traktowania praw kobiet czy okaleczonych w czasie wojny sierot z Aleppo. Gdybym nie mieszkała w mateczniku PO to może nie widziałabym tak jasno, że lekceważący i arogancki sposób traktowania ludzi przez tę partię nie może być dłużej akceptowany.

Na koniec mam apel do mieszkańców peowskiej ostoi i gawry czyli Gdańska i Sopotu. W następnych wyborach samorządowych nie dajcie się już namówić na to żeby nie patrzeć na programy i konkretne plany polityków, którzy będą zarządzać Waszymi miastami przez cztery lata. Ważniejsze dla Was lokalnie jest wyremontowanie chodnika czy mieszkania komunalne niż ogólnopolskie ambicje prezydentów Waszych miast, które w dodatku się nie spełniły. Wasze podatki przeznaczone na lokalne wydatki nie mają zapewnić prezydentowi możliwości uczestnictwa w ogólnopolskiej walce politycznej, ale opłacić jego pracę i troskę o gminę. Nie dajcie się nikomu nakłonić do wzajemnego obrażania się i wyzywania, bo powinniśmy wspólnie decydować o naszych miastach, a nie stać się ofiarami zasady „dziel i rządź”.