Press "Enter" to skip to content

Cały budżet powinien być obywatelski

Co roku słyszymy entuzjastyczne zapowiedzi rozpoczęcia zbiórki projektów do Budżetu Obywatelskiego. Jednak o dziwo, to nie mieszkańcy stoją za tym procesem, nie oni go przygotowują, lecz władze miasta i urzędnicy robią to dla nich i za nich. Czyżby celem corocznego Budżetu Obywatelskiego było pokazanie dobroci prezydenta miasta, który „oddaje” mieszkańcom (co prawda, w bardzo ograniczonym stopniu) decyzje co do zagospodarowania 1% budżetu gminy?

Może Budżet Obywatelski to tylko fasadowe działanie mające stworzyć pozory partycypacji i demokracji? A jeśli to jednak mieszkańcy wywalczyli sobie niewielkie poletko do działania, które nawet w kontrolowanej i okrojonej (w stosunku do wstępnych założeń) formie daje szansę na minimalny wpływ na sprawy miasta? Tylko dlaczego sami tego nie planują i nie realizują. Niepokoi, dlaczego nie są podmiotem tego „święta demokracji i partycypacji”.

Warto zastanowić się jak zrealizować pierwotny cel i doprowadzić do sytuacji, w której Budżet Obywatelski może dać mieszkańcom realną władzę i możliwość decydowania w przyszłości o budżecie gminy. Jeśli tak się nie stanie, Budżet Obywatelski podobnie jak inne formy konsultacji będzie jedynie atrapą partycypacji i z roku na rok przeistoczy się coraz bardziej z narzędzia budowania demokracji, w jeszcze jeden sposób promocji władz miasta.

Choć trudno w to prawdopodobnie uwierzyć, pierwszym miastem w Polsce, które wprowadziło w 2011 roku budżet obywatelski był … Sopot. Szybko znaleźli się naśladowcy: Elbląg, Poznań, Zielona Góra, a następnie Warszawa i inne duże miasta. Jednak po pierwszym zachwycie nadeszło zwątpienie. Twórca budżetu obywatelskiego w Polsce, Marcin Gerwin z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej twierdzi, w wywiadzie dla Krytyki Politycznej, że „jedną z kluczowych kwestii jest zapewnienie udziału mieszkańców i mieszkanek w zespole, który ustala zasady budżetu obywatelskiego. Czasem w skład takiego zespołu wchodzą przedstawiciele organizacji pozarządowych, czasem tylko radni, jak w Sopocie. Co jednak ze „zwykłymi” mieszkańcami i mieszkankami? (…) Zagwarantowanie ich udziału oznacza, że w ustalanie zasad włączone są osoby, którym potencjalnie najbardziej zależy na dobrej jakości budżetu obywatelskiego i które mogą nie być w żaden sposób powiązane z urzędem miasta, jak może to mieć miejsce z organizacjami pozarządowymi, które mogą otrzymywać od prezydenta środki na działania.” Co więcej, według Gerwina „projekty mogą dotyczyć wszystkich spraw, które mieszczą się w kompetencjach gminy.

Brak bezpośredniego udziału przedstawicieli mieszkańców w ustalaniu priorytetów Budżetu Obywatelskiego i zapewnienia im pełnoprawnego udziału w pracach komisji oceniającej i kwalifikującej do głosowania projekty stał się jedną z podstawowych słabości tej nowej formy partycypacji w Sopocie.

Sądząc po zgłoszonych w ubiegłym roku projektach mieszkańcy już się zorientowali, że celem Budżetu Obywatelskiego nie jest tylko łatanie dziur w drogach czy wyrównywanie chodników. To są przecież zadania gminy. Pojawiły się projekty dotyczące aktywizacji mieszkańców, budujące ich kompetencje obywatelskie. Choć chyba wszystkie zostały odrzucone przez radnych kwalifikujących projekty to zapewne pojawią się znowu i będzie ich najpewniej coraz więcej. Gazetka redagowana przez mieszkańców, tablice informacyjne, spotkania tematyczne dotyczące ratowania sopockich zabytków i zieleni przed zabetonowaniem to przykłady projektów budujących partycypację. Taki był pierwotny cel Budżetu Obywatelskiego: dać mieszkańcom narzędzie do decydowania o swoim mieście w każdym wymiarze, a nie naprawiania wieloletnich zaniedbań władz miasta w reperowaniu chodników i murków oporowych.

Władze boją się otwartych debat na temat wizji miasta, w którą mogłyby wpisywać się projekty, obawiają się umożliwienia mieszkańcom pełnoprawnego udziału w pracach komisji oceniającej wnioski bo w ten sposób partycypacja zaczęłaby być wprowadzana w życie i mieszkańcy wzięliby sprawy w swoje ręce . Ale takie były założenia Budżetu Obywatelskiego przeniesionego do Sopotu z Porto Alegre i powodzeniem realizowanego na całym świecie. I jak uczy historia, o ile w Sopocie nie zostanie wprowadzona dyktatura to i u nas partycypacja prędzej czy raczej później stanie się faktem.