Press "Enter" to skip to content

Bez

Gdy zakwitał, znosiliśmy go całe naręcza, ile zdołaliśmy unieść. Szczególnie ważne było święto naszych Mam. Cóż mogliśmy Im dać, jak nie ten kawałek siebie w postaci naszej pamięci i kawałka pracy, ucieleśniony w tych pięknych kwiatach? Pamiętasz to Kuzynie? Te cudne kwiatki oznajmiały również, że wiosna już całkiem w pełni, że przed nami tylko dobre – coraz dłuższe i cieplejsze dni, a wreszcie upragnione wakacje.

Całe mieszkanie wypełniało się jego słodkim, oszołamiającym wręcz zapachem. Zerwane gałązki umieszczaliśmy w potężnych wazonach z wodą. Stawialiśmy je z dumą na stołach, by w honorowym miejscu prezentowały swoje piękno.

Gdy wszystko było już zrobione a nasze Mamy uśmiechnięte, mogliśmy dokończyć dzieła. Ulubioną zabawą było wtedy poszukiwanie kwiatków z pięcioma płatkami. Znalezienie go miało przynosić szczęście. Siadaliśmy więc obok pianina, pod sztukateriami i w tym przepojonym wiosną pokoju szukaliśmy naszego szczęścia, pięciolistnego bzu.

Jak to bywa ze wspomnieniami z dzieciństwa, wszystko w nich jest większe, o wiele bardziej uroczyste i tajemnicze, magiczne. W pamięci kwieciste krzewy rosnące przy „pałacu ślubów” czy przy skarpie obok ul. Polnej jawią mi się jako potężne drzewa. Trudno określić czy tak było naprawdę, czy te krzewy sprzed trzydziestu lat były faktycznie bardziej wyrośnięte, bujniejsze?

W Sopocie wciąż rośnie go całkiem sporo a maj jest ich miesiącem. Obsypane fioletowym kwieciem rośliny o wiele łatwiej wypatrzeć, rzucają się w oczy, dlatego teraz, dojrzałą wiosną, przypominają o sobie w wielu zakątkach miasta. Właściwie nie „bez”, tylko lilak (Syringa vulgaris L.), czuje się w naszym mieście całkiem dobrze, a ono daje mu jeszcze dość miejsca, by mógł nas obdarowywać swoim niekwestionowanym urokiem.

Rośnie więc w ogrodach, parkach i na skwerach. Możemy go spotkać także jako część chaszczy w „dzikszych” zakamarkach, a nawet w lokalizacjach dość zaskakujących, jak choćby przy torach kolejowych. Śmiało można więc powiedzieć, że na wiosnę Sopot wypełnia się „bzowym” wdziękiem.

Trudno powiedzieć, dlaczego przylgnęła do niego mylna nazwa „bez”. Lilaki należą bowiem do rodziny oliwkowatych, a bzy, w tym rodzimy i pospolity bez czarny, do piżmaczkowatych. Jednakże, nazwa ta jest tak rozpowszechniona, że mówiąc o „bzie”, każdy będzie wiedział o co chodzi i z pewnością skojarzy w pierwszej kolejności właśnie lilaka. Nawet znajomy ogrodnik, którego kompetencji nie śmiałbym w żadnym stopniu podważać, używa scalającego określenia – „bez lilak”.

Nie przeszkodziło to również temu wdzięcznemu drzewku właśnie pod nazwą bzu, na dobre rozgościć się w polskiej kulturze. Napotkamy na niego w wielu utworach literackich, w poezji, prozie i tekstach piosenek. Jego obrazy odnajdziemy u Tuwima, Słonimskiego, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Hemara i Osieckiej. Nie powinno to dziwić – wdzięk i zapach, dodatkowo nierozerwalnie związane z wiosennym przebudzeniem, nastrajają poetycko i refleksyjnie.

Krzewy lilaka potrafią wyrosnąć, ponieważ mogą osiągać nawet 7 m wysokości, choć najczęściej osiągają rozmiary 3-4 m. Roślina pochodzi z Półwyspu Bałkańskiego. W Polsce i Europie lilaki pojawiły się prawdopodobnie ok. XVI w., dokąd zaczęto sprowadzać je z terenów Imperium Osmańskiego, jako efektowne rośliny ozdobne.

W XIX w. lilaki stały się obiektem dużego zainteresowania francuskich ogrodników, którzy wprowadzili dziesiątki nowych hybryd i krzyżówek. Obecnie do rodzaju zalicza się 12 gatunków i setki odmian. Lilaki rosną wszędzie, jak Polska długa i szeroka. I dobrze, bo to wyjątkowo piękna roślina, niewątpliwie będąca symbolem wiosny. Najpopularniejszy jest oczywiście Syringa vulgaris, w wersji z kwiatostanem o fioletowym odcieniu. Pamiętam jednak, że jako młodociani zbieracze, najbardziej pożądaliśmy tego białego. Jest on odmianą tego samego gatunku, jednakże w tym roku spacerując po mieście nie natknąłem się jeszcze nigdzie na „biały bez”. Być może coś przeoczyłem.

Warto dodać, że lilaki to nie tylko efekty wizualne. Roślina posiada szereg właściwości prozdrowotnych. Kwiaty i listki znajdują szerokie zastosowanie w produkcji różnego rodzaju naparów i nalewek. Mikstury mają działanie moczopędne i wzmagają apetyty, podobno mogą być również pomocne w leczeniu chorób reumatycznych. Z kwiatów lilaka wytwarzane są ocet i olej, które wspierają terapię chorób skóry, takich jak m.in. trądzik różowaty. Eliksiry mają również korzystny wpływ na łagodzenie problemów związanych z pozbawioną elastyczności skórą.

Sopot jest miastem ogrodów. Ludzie, którzy o nie dbają doceniają urok lilaków. Dzięki temu wciąż możemy majową porą cieszyć swoje zmysły ich wdziękami. Gdy spaceruję po Sopocie dostrzegam jednak zasadnicze kontrasty pomiędzy tym, co ma już swoje lata, a tym co jest nowe, co powstało niedawno. W okolicy żadnej nowej inwestycji, na żadnym nowym deweloperskim osiedlu nie zobaczyłem ani jednego lilaka. Wyprany z emocji i ducha Sopot nie wzbudza sympatii. Zdecydowanie wolę ten starszy, z kwitnącymi w maju bzami. A wszystkim kochanym Mamom życzę dużo radości i spokoju.