Press "Enter" to skip to content

Zmasowany atak na sopockie kasztanowce

Ul. Kasztanowa we wrześniu. Smutny widok

W tym roku sopockie kasztanowce bardzo ucierpiały przez intensywny atak szkodników. Głównym winowajcą jest szrotówek kasztanowcowiaczek – motyl, a właściwie jego larwy, które żerują na liściach i doprowadzają je do brązowienia i przedwczesnego opadania. Choć wiele drzew, jeszcze we wrześniu utrzymuje zieloną koronę, kasztanowce już w sierpniu wyglądały, jakby była końcówka jesieni.

Ekspansja zbrodniarza

Szrotówek kasztanowcowiaczek (Cameraria orhidella) to drobny, osiągający niecałe 4 milimetry motyl z rodziny kibitnikowatych (rodzina obejmuje najmniejsze motyle). Rozpiętość jego skrzydeł barwy czerwonawo-złotej dochodzi  do 10 milimetrów. Jest gatunkiem inwazyjnym a jego pierwotne pochodzenie nie jest do końca znane, choć naukowcy przypuszczają, że mógł przywędrować z Himalajów. Może na to wskazywać fakt, że poczwarki potrafią przezimować w bardzo niskich temperaturach.

Najeźdźca – szrotówek kasztanowcowiaczek (źródło: https://pl.wikipedia.org/)

W Europie został odkryty w Macedonii nad Jeziorem Ochrydzkim w 1985 r. W Polsce po raz pierwszy zaobserwowano go w 1998 r. w Ogrodzie Botanicznym w Wojsławicach koło Wrocławia. Od tamtego czasu rozprzestrzenił się po terytorium prawie całego kraju doprowadzając do choroby i obumarcia wielu drzew. Zresztą motyl sieje spustoszenie na całym kontynencie.

Osiągająca ledwie 4 milimetry larwa wgryza się w miękisz liści tworząc tzw. miny, czyli ślady żerowania. Są to puste, ogołocone z tkanki i wypełnione odchodami owada korytarze w liściach. Miny zakłócają prawidłowe funkcjonowanie aparatu asymilacyjnego, czyli mówiąc w prostszy sposób uniemożliwiają drzewu przeprowadzanie fotosyntezy.

Widoczne miny larw szrotówka oraz zeschnięte boki liści z charakterystycznym żółtym pierścieniem – efekt grzybicy

Osłabione drzewa są narażone na inne choroby m.in. czekoladową plamistość liści. Wywołuje ją z kolei grzyb Guingardia aesculi. Na zainfekowanych liściach z obu stron pojawiają się duże brązowe plamy. Grzyb doprowadza do ich zwijania, usychania i w końcu opadania. Pod wieloma sopockimi kasztanowcami, w miejscach, z których nie zostały uprzątnięte lub nie wywiał ich wiatr, zalega gruba warstwa przedwcześnie opadłych liści.

Zaatakowane chorobami kasztanowce są również bardzo wrażliwe na susze. Jeśli kasztanowiec przedwcześnie gubi wszystkie liście przechodzi w wymuszony stan spoczynku. Może to powodować sytuację, że drzewo wypuści nawet w październiku nowe liście i kwiatostany. Jest to o tyle niebezpieczne, że zakłóca naturalny rytm rozwojowy i roślina jest bardziej narażona na przemarzanie a tym samym na śmierć.

Ul. 1 Maja w połowie września

Symbol jesieni, ale nie tylko

Szkodniki pożerają liście kasztanowców zwyczajnych (inaczej białych, bądź pospolitych), czyli najczęściej spotykanego w kraju gatunku. Chyba nikomu nie trzeba objaśniać jak piękne są to drzewa, jak bardzo ich owoce, czy raczej nasiona, kojarzą się nam z obecną porą roku, ale również jak wspaniale wyglądają wiosną, gdy obsypują się białymi kwiatami. Ich wielkie, rozłożyste liście tworzą na koronach prawdziwy parasol dający dużo cienia w upalne dni, a także chroniący przed deszczem. W naszym klimacie osiągają do 30 m wysokości i nawet do 6 m w obwodzie pnia. Żyją około 200 lat.

Ul. Bohaterów Monte Cassino

Kasztanowce tak mocno wrosły w polski krajobraz, że nie wszyscy pewnie mogą wiedzieć, iż te przepiękne drzewa nie są stąd. Pochodzą z Półwyspu Bałkańskiego a do Polski zostały sprowadzone przez Stefana Batorego. Drzewa zdobią nasze parki, aleje i ogrody zatem od niedawna, ale już trwale wpisały się w krajobraz, dodając mu uroku i dostojeństwa. Zadomowiły się także w sztuce – muzyce, filmie, malarstwie, literaturze.

Trudno chyba wyobrazić sobie Polskę, Sopot, własne podwórko, bez tych zachwycających drzew. A wiadomości nie są dobre – gatunek uznawany jest za narażony na wymarcie w naturze. Zachowane w tym stanie jest tylko kilka tysięcy osobników w kilku krajach bałkańskich. W Polsce, gdzie kasztanowiec zwyczajny jest gatunkiem introdukowanym, zagrożeniem jest zły stan populacji spowodowany inwazją patogenów, głównie szrotówka.

Sopockie kasztanowce

Połowa września przy ul. Malczewskiego. Kasztanowce mają „późnojesienny” wygląd

W Sopocie szpalery kasztanowców rosną m.in. przy ulicach Łokietka, Malczewskiego, czy Armii Krajowej. Duże drzewa spotkamy też przy ul. Bohaterów Monte Cassino (między przejściami) oraz 1 Maja. Jeden z okazów został nawet pomnikiem przyrody. To rosnący przy ul. Ceynowy kasztanowiec zwyczajny o trzymetrowym obwodzie pnia.

Ciekawa jest również nazwana na cześć drzewa ulica w naszym mieście. A tylko trzy mają w Sopocie swoje ulice: dąb, lipa, (platana nie zaliczam, bo tu historia jest analogiczna, jak w przypadku ulicy Hestii) i kasztanowiec właśnie. Choć pewnie właściwie byłoby, gdyby ulica nazywała się „kasztanowcowa”, to jednak intencja jest nader czytelna. Kasztanowa to krótka, niezabudowana uliczka przy granicy z Gdańskiem, odgałęziająca się od Alei Niepodległości i dochodząca do torów kolejowych. Wytyczono ją po drugiej wojnie światowej i obsadzono kasztanowcami. Rośnie przy niej kilkadziesiąt okazów. Niestety wszystkie chore.

Jak pomóc kasztanowcom?

Swego czasu w mieście pojawiły się na pniach kasztanowców specjalne kleiste opaski, do których przyklejały się osobniki szrotówka. Jednakże od wielu lat opasek nie widać a sama metoda nie jest doskonała, ponieważ na opaskach ginęły także inne owady. Gradacja szkodnika jest tak duża, również ze względu na to, że drapieżniki, głównie ptaki, nie są w stanie ograniczyć gwałtownego rozrostu jego populacji.

Chorują też młode drzewka. Ul. Armii Krajowej

Naukowcy zastanawiają się nad innymi metodami walki ze szrotówkiem. Wśród proponowanych sposobów znalazły się m.in. iniekcja do pni drzew środka zniechęcającego owady do żerowania na liściach, aplikacje insektycydów do gleby, czy… odkurzanie pni, ponieważ motyle po wylocie często przesiadują na niższych partiach drzewa.

Tempo rozprzestrzeniania owada jest bardzo gwałtowne. Ekspansja trwa i sięga coraz bardziej oddalonych zakątków Europy a przypuszczenia o samounicestwieniu owada nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości. Mało tego, inwazyjny szkodnik  zaczyna żerować na rodzimych gatunkach drzew, takich jak klon jawor.

Zalegające liście przy ul. 1 Maja

Póki co, najprostszą i najskuteczniejszą metodą walki ze szkodnikiem jest zbieranie i spalanie, bądź kompostowanie opadłych liści. To w nich znajdują się poczwarki motyla, które później z wiatrem rozprzestrzeniają owada, który atakuje coraz to nowe drzewa.

W Sopocie za zieleń odpowiada Zakład Dróg i Zieleni. Zarówno tam, jak i w Urzędzie Miasta dostrzegają problem i tegoroczną szaleńczą szarżę szrotówka. Z kolei za młode, nasadzone drzewa często odpowiadają firmy, które musiały dokonać nasadzeń w związku z prowadzoną na innym terenie wycinką. A młode drzewka też chorują. Niestety, w wielu miejscach zalega bardzo dużo zeschłych liści. A w nich kolejne pokolenia żarłocznych larw szykują się do ataku.

Ul. Łokietka