Press "Enter" to skip to content

Trzydzieści lat (samorządu) minęło jak jeden dzień…

Od dnia kiedy przeprowadzono pierwsze wybory samorządowe 27 maja 1990 roku mija właśnie 30 lat. W dużym stopniują są to zmarnowane lata dla mieszkańców wielu polskich miast i miasteczek.

Na przykładzie Sopotu widać dlaczego tak się stało.

Upartyjnienie samorządów, które powoduje, że mieszkańcy nie głosują na program kandydata do rady miasta, czy na prezydenta tylko na jego przynależność partyjną. Listy kandydatów do rad miasta układają partie polityczne i w rezultacie radny może nawet nie znać nazw ulic w swoim okręgu i mimo to zostać wybrany bo partia umieściła go na pierwszym miejscu na liście.

Prezydent miasta odpowiada za realizację zadań głównie przed swoją partią, a nie przed mieszkańcami. Przed wyborami parlamentarnymi lub prezydenckimi często bardziej angażuje się w prace sztabu wyborczego kandydatów swojej partii niż w działania na rzecz lokalnych potrzeb mieszkańców, którzy go wybrali. Prezydent Sopotu częściej widziany jest na konferencjach prasowych w Warszawie gdzie walczy z rządem niż przy rozwiązywaniu problemów mieszkańców.

Klientelizm polegający na uprzywilejowaniu, popieraniu i protegowaniu osób świadczących usługi na rzecz władzy lub partii reprezentowanej przez władze miasta. Dobrym sopockim przykładem jest bezprzetargowe oddanie w dzierżawę atrakcyjnego pensjonatu „Maryla” osobie, która wspiera działania partii poprzez organizowanie spotkań partyjnych w zarządzanej przez siebie restauracji lub sprzedaż działki za bezcen biznesmenowi zarządzającemu klubem sportowym w którego radzie nadzorczej zasiadał prezydent miasta.

Oligarchia polegająca na podporządkowaniu decyzji o mieście interesom najbogatszych i najbardziej wpływowych: deweloperów, właścicieli hoteli czy lokali gastronomicznych. Sopot mimo protestów mieszkańców jest w coraz większym stopniu zabudowywany osiedlami z apartamentami na wynajem. Nawet ogródki działkowe padają ofiarą zakusów inwestorów, którzy chcą budować coraz więcej mieszkań dla turystów. Sopocianie obawiają się o plaże, które w tej chwili są już zabudowywane całorocznymi budynkami. Praktycznie ostatnia wolna działka w rękach miasta, na której miał zostać zbudowany szpital, została sprzedana pod budowę prywatnej kliniki. Budynek w którym mieści się biblioteka dla dzieci (Miniteka) ma zostać sprzedany prywatnemu inwestorowi, a biblioteka, mimo protestów rodziców, przeniesiona w mniej korzystne miejsce.

Brak partycypacji mieszkańców w decydowaniu o mieście. Mimo, że Sopot był pierwszym miastem gdzie wprowadzono Budżet Obywatelski (o walkach o sopocki BO też można by wiele napisać), od początku w Sopocie nie funkcjonuje on dobrze. Brakuje transparentności i udziału przedstawicieli mieszkańców w komisji podejmującej decyzje o zatwierdzaniu projektów. Konsultacje społeczne odbywane są pobieżnie, bez należytej troski o udział reprezentatywnej grupy mieszkańców. Mieszkańcy traktowaniu są jak „piąte koło u wozu” mimo, że wpływy do budżetu miasta pochodzące z podatku PIT, płaconego przez indywidualnych płatników, znacznie przewyższają wpływy z podatku CIT płaconego przez firmy.

Można ciągnąć tę litanię zaniedbań. Sytuacja jest niepokojąca. Oby tylko nie doszło do realizacji 21 postulatów samorządowych prezydenta Karnowskiego, bo zlikwiduje on z takim trudem wprowadzoną kadencyjność, i prezydenci miast mogli rządzić bez końca, tak jak Putin.