Press "Enter" to skip to content

Dlaczego trzcinowisko jest tak ważne?

Zarezerwowanie 5 milionów złotych w budżecie gminy na przeniesienie ogródków działkowych z ul. Bitwy pod Płowcami jest bardzo wyraźnym sygnałem. Na tereny dolnego tarasu, tuż przy granicy z Gdańskiem, już niedługo wjedzie ciężki sprzęt. Nowe budynki i urządzenie terenu diametralnie odmieni charakter i krajobraz tego fragmentu miasta. Z katalogu sopockich osobliwości przyrodniczych najprawdopodobniej bezpowrotnie zniknie jedyna podmokła łąka o charakterze trzcinowiska.

Obowiązujący plan zagospodarowania  przestrzennego zakłada dopuszczenie na terenie łąki funkcji usług oraz tzw. zieleni uporządkowanej. Nawet takie rozwiązanie wymusi zasypanie i likwidację trzcinowiska. Tym samym będzie oznaczać wymazanie z mapy Sopotu jednego z ostatnich naturalnych krajobrazów w dolnym tarasie miasta.

Ów płat szuwaru trzcinowego i znajdująca się obok skarpa, stanowią jedyną sopocką ostoję kilku gatunków ptaków, takich jak potrzos, łozówka, trzcinniczek, dziwonia i kuropatwa. Na trzcinowisku występuje również jaszczurka zwinka, gatunek objęty w Polsce ochroną. Wszystkie państwa Unii Europejskiej zobowiązane są IV dyrektywą siedliskową do zapewnienia gatunkowi ochrony miejsc rozrodu i odpoczynku. Jej populacja w Polsce kurczy się głównie z powodu zanikania naturalnych siedlisk.

Kolejny wielki hotel

Trzcinowisko przylega bezpośrednio do terenów ogrodów działkowych „Oaza”. Walory estetyczne oraz zasadność istnienia w takim miejscu ROD na razie zostawmy. Skupmy się na innej kwestii. Przeniesienie działkowiczów w imię realizacji „celów społecznych” poza granice Sopotu, pozwoli gminie i inwestorom na realizację założeń planu zagospodarowania przestrzennego. Dla terenu działek przewiduje on obecnie funkcję usługową: ochronę zdrowia, lecznictwo uzdrowiskowe i specjalistyczne, ale także, a może przede wszystkim, hotele i pensjonaty.

ROD „Oaza”

Działka „Oazy” jest duża, jej powierzchnia wynosi aż 2,16 ha. Przy 25% dopuszczalnej powierzchni terenu przeznaczonej pod zabudowę daje to podstawę budynku wynoszącą 5400m2.  To kolos, który mógłby zmieścić trzynaście(!) boisk do koszykówki. Biorąc pod uwagę dopuszczalną wysokość czterech kondygnacji i poddasza, nad samym morzem będzie mógł stanąć ogromny obiekt, który dopełni wielkogabarytową zabudowę zachodniej pierzei ul. Bitwy pod Płowcami, aż do granicy z Gdańskiem.

Jednakże, zarówno „Oaza”, jak i trzcinowisko są obecnie terenami z rozpoczętą procedurą zmiany planu. Co to oznacza? Być może zmiany ograniczą powierzchnię zabudowy, może większa połać działki zostanie przeznaczona pod ogólnodostępny teren zielony, może przewidziana zostanie ochrona trzcinowiska i skarpy.

Jednak czy tak będzie? Czy raczej zostanie dopuszczona funkcja mieszkaniowa i zamiast jakiejkolwiek zieleni powstanie kolejne deweloperskie osiedle? Z ogromną dozą prawdopodobieństwa będzie właśnie tak. W „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Sopotu” jego twórcy już dawno temu przypieczętowali los trzcinowiska, przeznaczając je pod budownictwo mieszkaniowe. Dostosowanie planu do studium wydaje się być jedynie formalnością.

Nasze dobro – woda

Tereny są podmokłe
Tereny są podmokłe

Budowa dużych obiektów nie może pozostać bez wpływu na stosunki wodne panujące na tym terenie. Sopotorium oraz Radisson pobudowano na sztucznych wyniesieniach. Wszystkie inwestycje muszą być zrealizowane z uwzględnieniem odpowiedniej liczby miejsc parkingowych, więc konieczne jest umiejscawianie ich pod ziemią. A ulica Bitwy pod Płowcami to praktycznie poziom morza, lustro wody znajduje się około metra pod powierzchnią gruntu. Widać to wyraźnie, gdy przypatrzeć się na rowy melioracyjne na działkach „Oazy”.

Aby osadzić kolejny bardzo ciężki budynek, konieczne będą drenaż, osuszenie i utwardzenie gruntu. Jak takie działania wpłyną na ujęcia wody i czy będą one bezpieczne? Sopocianie powinni otrzymać pełną i wyczerpującą wiedzę na ten temat.

Trzcinowisko przecina grobla, którą prowadzi gruntowa ścieżka i jest ona obecnie jedynym przejawem trwałej ingerencji człowieka w tym miejscu. Z racji tego, że łąka jest podmokła, aby móc cokolwiek na niej postawić, czy też wprowadzić tzw. zieleń uporządkowaną i elementy małej architektury, konieczne będzie jej zasypanie. Tak, jak w przypadku Błoni, które też zostały utworzone na sztucznie usypanym wyniesieniu.

Semantyczny „wkręt”

Okoliczny krajobraz zupełnie zdominowała hala widowiskowo-sportowa. W związku z istnieniem tak dużego i charakterystycznego obiektu, bardzo często omawiany rejon nazywany jest „terenami przy Ergo Arenie”. To trochę tak, jakby skarpa, trzcinowisko i ogrody działkowe w jakiś sposób przynależały do hali. Ale skoro dla wielu Polaków punktami orientacyjnymi w miastach stały się salony samochodowe i „Biedronki”, to właściwie nie powinno to dziwić.

Jednakże zamierzone czy też nie, jest to uproszczenie niedopuszczalne z racji tego, że Ergo Arena stoi tu dopiero od 2010 roku. Natomiast podmokłe łąki poniżej skarpy trwają od setek lat. Czyż więc z racji dostojności metryki oraz unikatowego w skali miasta charakteru nie zasługują na ochronę? Stuletnie kamienice w mieście objęte są ochroną konserwatorską a liczący wiele wieków krajobraz już nie. Niedopatrzenie, nonszalancja czy może zamierzone działanie?

Hala widowiskowo-sportowa koło skarpy i trzcinowiska
Hala widowiskowo-sportowa koło skarpy i trzcinowiska

Hala stała się przyczółkiem do dalszej zabudowy, niejako punktem wyjścia. To o nią ma się opierać cały wielkoskalowy projekt przekształcenia tej części Sopotu w zwarty, silnie zurbanizowany rejon, łączący się bezpośrednio z gdańskimi dzielnicami Żabianka i Jelitkowo.  Na stronie https://sopot.gmina.pl/ możemy odnaleźć wizualizacje, jak miałyby wyglądać te tereny po wprowadzeniu w życie założeń „Studium” i zmianach mpzp. Jest to projekt noszący nazwę „Zagospodarowanie Przestrzenne okolic Ergo Areny – na styku Gdańska i Sopotu. Ośrodek Rekreacji Ergo-Kompleks„. Oczywiście to tylko szkice i przymiarki, ale jakże obrazowo wskazujące sposób narracji i kierunek działań. Nie dość, że zastosowana zostaje ta semantyczna pułapka, o której wspomniałem wcześniej, to jeszcze projekt całkowicie kasuje jakąkolwiek przyrodę w obecnym, naturalnym stanie.

Odpoczynek w cieniu bloków

Koniecznie należy również odnotować fakt, że to w tym miejscu znajduje się początkowy fragment klifu Morza Litorynowego, czyli Skarpy Sopockiej. Jeszcze skromna i niewysoka, zupełnie odkryta i nieporośnięta, wraz z przemieszczaniem się w kierunku północnym będzie rosła, rozcinając całe miasto na dwie części. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć jak wyjątkową cechą geograficzną jest klif i jakie ma znaczenie dla walorów krajobrazowych kurortu. Skarpa to naturalny skarb i zasługuje na ochronę na całej swojej długości. Zasypanie szuwaru i budowa tutaj czegokolwiek będzie oznaczać również degradację skarpy.

Ciekawostka geograficzna – tu zaczyna się Skarpa Sopocka

Gdy wędruję po okolicy robiąc zdjęcia, spotykam wielu spacerowiczów. Łąki odwiedzają nie tylko Sopocianie, ale również mieszkańcy pobliskiej Żabianki. Pomimo niezachęcającej pogody ludzie przechadzają się groblą i okolicznymi ścieżkami. Widać, że jest to jedno z ulubionych miejsc do spacerów z psami. Z kilkoma osobami udaje mi się porozmawiać.

I tak,  wszyscy zgodnie przyznają, że teren ma swój wyjątkowy urok, że jest to miejsce, w którym można poobcować z naturą i choć na chwilę uciec od cywilizacji. Wszyscy również wyrażają zdanie, że w takim, czyli naturalnym stanie, to miejsce powinno pozostać. Oburzenia w związku z planami zabudowy nie kryje pan Wiesław, sopocianin, mieszkaniec ulicy Morskiej. Przyznaje, że odwiedza łąki regularnie i że właśnie to miejsce pozwala mu na na wyciszenie i odprężenie. Stanowczo podkreśla, że nie godzi się na „betonowanie wszystkiego, co się da”. Zapewne trudne do wykonania będzie spacerowanie z pieskiem w ciszy i spokoju po deweloperskim osiedlu, pomiędzy blokami mieszkalnymi tzw. apartamentowcami.

W „Studium” możemy wyczytać, że: „Ład przestrzenny w skali makro oznacza harmonijne zespalanie elementów środowiska przyrodniczego z antropogenną infrastrukturą. Inaczej mówiąc, jest to zgodna symbioza przyrodniczego otoczenia człowieka z wytworami cywilizacji.” Czy sprzedanie i zabudowa unikalnego w skali miasta ekosystemu będzie przejawem owej symbiozy? Czy może, gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze, „antropogenna infrastruktura” nie ogląda się już na elementy środowiska przyrodniczego a zdania zawarte w dokumentach, takich jak „Studium”, stają się nic nie znaczącymi, obłymi hasłami, które nie znajdują żadnego przełożenia na rzeczywistość?

*

Przystępując do napisania tego tekstu trzymam przed sobą wydawnictwo Urzędu Miasta Sopotu pt.: „Sopot Zielone Miasto”. Książeczka nie jest taka stara, otrzymałem ją w Wydziale Zieleni Urzędu Miasta około dekady temu. Jednakże, coraz częściej, gdy do niej zaglądam widzę, jak szybko ta pozycja ulega dezaktualizacji.

Sopocka przyroda jest w odwrocie. Dla osób wrażliwych na jej piękno jest to niezwykle trudne do zaakceptowania, ponieważ to głównie ona zadecydowała o tym, jaką rangę zyskał Sopot na przestrzeni lat. Przypomnijmy, że to naturalne walory tych terenów skłoniły Haffnera do założenia pierwszego kąpieliska. Najpierw była natura, dopiero potem uzdrowisko, miasto, architektura, infrastruktura itp.

A na czym polega unikatowość sopockiej przyrody? Ano właśnie na tym, że na tak niewielkim terenie występuje tak wiele zróżnicowanych ekosystemów, tak wiele rodzajów krajobrazu. Od morza i wydm, poprzez bystre potoki i głębokie jary, poprzez strome, porośnięte lasami zbocza wzgórz, przez leśne polany i nadmorskie, podmokłe łąki.

Tych ostatnich może już niedługo zabraknąć. Będzie to krzywda wyrządzona naszemu miastu w istocie rzeczy, ponieważ godzenie w zróżnicowanie przyrodnicze i krajobrazowe Sopotu jest dewastacją tego, co ma ono najcenniejszego. Dlatego trzcinowisko powinno pozostać nietknięte.